Hobot 298: test redakcji
Test redakcji · robot do mycia okien · Hobot · test 2021-11, aktualizacja 2026-09-30
W skrócie: Hobot 298 w teście redakcji umył mocno ubłocone okno tarasowe dopiero po trzech przejazdach, a zwykłe zabrudzenia luster i szyb usuwał po dwóch; nie dociera do rogów, jest głośny (62 dB z metra) i wymaga asekuracji na powierzchniach sięgających podłogi. To sprzęt dla osób z dużymi przeszkleniami i wieloma lustrami, które chcą regularnie podtrzymywać czystość zamiast robić generalne mycie. Stan na 2026: model wycofany ze sprzedaży (brak w Media Expert i MediaMarkt), a rankingu robotów do mycia okien na rankingtop7.pl nie prowadzimy, więc ten test stoi osobno.

Plusy z testu
- Nieźle myje nawet mocno zabrudzone i zapylone okna: ubłocone okno tarasowe po trzech przejazdach było czyste
- Zasilanie awaryjne działa dłużej, niż deklaruje producent: 27 min 54 s zamiast 20 min
- Prosta obsługa, pilot i aplikacja z identycznymi funkcjami, w zestawie baterie, płyn i trzy ścierki
- Tempo pracy: ok. 2 min 50 s na metr kwadratowy okna
- Konserwacja zajmuje ok. 4 minuty, ścierki można prać
- Nie spada z bezramowych luster (z jednym wyjątkiem w teście) i po myciu wraca w miejsce startu
Minusy z testu
- Głośny: 62 dB z metra, a dźwięk jest przenikliwy
- Linka zabezpieczająca nie chroni przy szybach i lustrach sięgających podłogi
- Dysza tylko po prawej stronie: lewa część lustra zostaje lekko brudniejsza
- Nie myje narożników (ok. 2,8 cm od rogu) i nie domywa krawędzi
- Kłopoty na zimnie i wietrze od zewnątrz oraz z nietypowymi plamami (pasta do zębów, czekolada)
Werdykt: Hobot 298 dobrze radzi sobie z kurzem, pyłem i drobnymi zachlapaniami, a mocno ubłocone okno doprowadził do czystości po trzech przejazdach; z zaschniętą pastą do zębów czy czekoladą sobie nie radzi. To urządzenie do regularnego podtrzymywania czystości, nie do jednorazowego usuwania dwuletniej warstwy brudu.
Pudełko i wyposażenie
Hobot 298 przyjechał do redakcji w niewielkim pudełku, dużo mniejszym niż typowe kartony robotów sprzątających wypełnione styropianem. To ma znaczenie praktyczne: robot do okien nie pracuje codziennie. W naszym teście uruchamialiśmy go raz na tydzień lub dwa, więc przez resztę czasu musi gdzieś leżeć, najlepiej w oryginalnym opakowaniu. Małe pudełko łatwo schować w szafie lub schowku.
W środku jest komplet, który pozwala zacząć mycie od razu: robot, linka zabezpieczająca, trzy ścierki polerujące z mikrofibry, pilot z bateriami, płyn do mycia szyb, zasilacz i instrukcje. Baterie w pilocie i trzy ścierki zamiast jednej to plus, bo nie trzeba od razu dokupować akcesoriów. Płyn również nie jest oczywistym dodatkiem u wszystkich producentów.


Budowa: zbiornik, kabel, spód i ścierki
Hobot 298 jest zbudowany inaczej niż roboty do podłóg. Na górze obudowy są tylko dwa przyciski: główne zasilanie oraz start i pauza. Obok widać przezroczysty zbiornik na płyn z gumową zaślepką. Poziom cieczy kontroluje się na oko, a dolewanie nie wymaga niczego rozbierać.
Najważniejsza cecha konstrukcji: to urządzenie przewodowe. Pracuje tylko podpięte do gniazdka, a wbudowany akumulator służy wyłącznie jako zasilanie awaryjne, deklarowane na 20 minut utrzymania się na szybie po zaniku prądu. Robot sygnalizuje taką sytuację dźwiękiem. Kabel ma 4 metry i jest zabezpieczony nakrętką, która trzyma bardzo mocno. W trakcie testu nie zdarzyło się, żeby zabrakło zasięgu do gniazdka przy żadnej mytej powierzchni.
Od spodu w centralnej części są otwory zasysające powietrze, dzięki którym robot trzyma się szyby lub lustra. Po dwóch stronach biegną koła gąsienicowe, a po brzegach rzepy na ścierki. W rogach, po stronie otworu na linkę, siedzą dwa czujniki krawędzi; to one sprawiają, że robot nie zjeżdża z bezramowego lustra.
Ścierki z mikrofibry mają nietypowy kształt: kwadrat z wyciętym środkiem i ściętymi rogami. Przekątna wycięcia w rogu to 4 cm, co oznacza, że robot nie dociera do narożników szyby na odległość ok. 2,8 cm. Niby niewiele, ale przy brudnych oknach różnicę widać.



Linka zabezpieczająca: kiedy chroni, a kiedy nie
Producent dołącza linkę o sporym udźwigu, która ma zabezpieczać robota przy pracy na wysokości. Problem tkwi w umiejscowieniu otworu na linkę: w rogu obudowy, nie na środku. W praktyce linka działa dobrze tylko wtedy, gdy myta powierzchnia nie sięga podłogi, na przykład przy zewnętrznej stronie okien na piętrze, bez parapetu.
Przy drzwiach tarasowych w teście linka okazała się bezużyteczna. Żeby robot mógł umyć całą szybę, linka musi być luźna. Zasymulowaliśmy odpadnięcie robota od szyby przy takim napięciu: w trakcie spadania Hobot obrócił się i obił o podłogę. Otwór umieszczony centralnie rozwiązałby problem w każdej sytuacji.


Aplikacja i pilot
Hobot 298 ma aplikację mobilną o nazwie Hobot (w teście wersja 2.804 z Google Play). Instalacja i parowanie zajęły nieco ponad minutę: wybór języka, wybór modelu z listy, naciśnięcie przycisku zasilania na robocie i włączenie Bluetooth w telefonie. Samo parowanie trwało 2 sekundy. Robotowi można nadać własną nazwę. Przed pierwszym uruchomieniem aplikacja wyświetla ostrzeżenie o płynie i warunkach mycia.
Interfejs aplikacji to dokładna kopia pilota: te same przyciski i te same funkcje (sterowanie ręczne, program automatyczny wzdłuż lewego lub prawego boku, ruch w górę i w dół, podwójne czyszczenie 2X, rozpylanie płynu, stop). Przycisk 2X uruchamia dwukrotne czyszczenie, przydatne przy bardzo brudnych szybach. Dostępne funkcje są podświetlone na niebiesko, przy wyłączonym robocie wyszarzone. Ponieważ obie drogi dają to samo, w teście dużo częściej sięgaliśmy po pilota. Aplikacja przydaje się jako zapas, gdy pilot się zawieruszy.


Pierwsze uruchomienie
Przed pierwszym użyciem robot musi się w pełni naładować: w czasie ładowania świeci pomarańczowa lampka, po naładowaniu zielona. Po pełnym rozładowaniu zielona dioda zapaliła się po niecałych 2 godzinach. Niepełne naładowanie nie blokuje pracy, ale wtedy 20 minut zasilania awaryjnego nie będzie osiągnięte.
Kolejny krok to płyn i ścierka. Uwaga na zbiornik: kreska maksymalnego poziomu jest w połowie jego objętości, więc nalewanie do pełna to błąd. Ścierkę przyczepia się na rzepy. Przy pierwszym myciu danej powierzchni warto założyć linkę, choć w teście na oknach tarasowych i tak nie chroniła przed uderzeniem.
Start jest prosty: robot przykładamy pionowo do szyby, przełączamy zasilanie w pozycję 1, odczekujemy 2 sekundy i delikatnie puszczamy, cały czas asekurując. Potem wystarczy przycisk Start na obudowie, pilocie lub w aplikacji. Domyślny tryb automatyczny szuka jednego z boków okna, a następnie czyści zygzakiem lub ruchem w kształcie litery N. Po skończeniu robot staje i wydaje sygnał; wtedy łapiemy go ręką, wyłączamy zasilanie i dopiero odczepiamy od szyby. Sterowania ręcznego używaliśmy rzadko, automat radził sobie sam.

Mycie okna tarasowego: trzy przejazdy
Główny test to szyba drzwi tarasowych z wyjściem do ogrodu, o wymiarach 205 na 66 cm (1,35 m²). Zabrudzenie było duże: ślady błota z psich łap oraz tłuste odciski dziecięcych palców. Instrukcja przewiduje zwykle dwa przejazdy: pierwszy zbiera kurz i pył, drugi usuwa plamy. Myliśmy obie strony szyby.
Po pierwszym przejeździe efekt był przeciętny: kurz i pył w większości zniknęły, plamy w większości zostały. Po drugim różnica była już wyraźna, ślady mniejsze, szyba jaśniejsza i bardziej przejrzysta. Ponieważ błoto to trudne zabrudzenie, daliśmy robotowi trzeci przejazd, wymieniając ścierkę na nową. Na pierwszej po dwóch przejazdach zebrało się bardzo dużo brudu.
Po trzecim przejeździe okno było naprawdę czyste, jak na robota. Nie jest to poziom mycia ręcznego: pod światło dało się znaleźć drobne pozostałości psich łap i przypadkową plamę z czekolady. Ręczne usunięcie takich śladów też wymagałoby szorowania. Z konstrukcji wynikają dwa ograniczenia: robot nie dociera do rogów szyby i nie domywa dokładnie krawędzi, a przy dużych zabrudzeniach zostają lekkie ślady przesuniętego pyłu, na zdjęciach praktycznie niewidoczne.
Od strony zewnętrznej pojawiły się dwa dodatkowe problemy. Wiatr znosi strumień płynu z dyszy w dowolną stronę, tylko nie na szybę. Drugi to różnica temperatur: producent odradza mycie w deszcz, ale nie wspomina o pogodnych, zimnych dniach. Wtedy szyba paruje i robi się mokra, przyssawka trzyma gorzej, robot ześlizguje się, a zanim wstępnie wytrze szybę, mija sporo czasu. Cały proces trwał w takich warunkach nawet 3 razy dłużej, a efekt był wyraźnie gorszy. Wniosek z testu: przy psie i ogrodzie robot powinien jeździć co tydzień, bez takich warunków wystarczy raz na miesiąc lub dwa.



Mycie luster: pasta do zębów i lewa strona
Drugi obszar testu to lustra, których w domu testowym jest dużo, w tym bezramowe. Duże lustro łazienkowe o wymiarach 130 na 256 cm (3,33 m²) robot umył bez większych problemów: powierzchnia była dobrze przetarta, ale zaschnięte plamy po paście do zębów zostały do ręcznego domycia. Uwaga do zdjęć: plamy na lustrach i szybach fotografują się słabo, więc porównania przed i po traktujcie orientacyjnie; ocena w teście opierała się na oglądaniu powierzchni pod światło.
Lustro od podłogi do sufitu na przesuwnej przegrodzie miało u góry szczelinę, w którą robot nie powinien wjeżdżać. Obawy o upadek się nie potwierdziły, czujniki zatrzymały go na krawędzi. Z pastą do zębów Hobot radzi sobie gorzej niż z błotem i pyłem: ślady wyraźnie zmalały, ale wprawne oko nadal je znajdzie. Lustra po myciu nadają się do przeglądania się, nie lśnią jak po ręcznym polerowaniu.
Z budowy wynika jeszcze jedna cecha: dysza spryskująca jest tylko po prawej stronie urządzenia. Robot spryskuje powierzchnię wyłącznie w ruchu w prawo, więc lewa strona lustra zostaje lekko brudniejsza. Na lustrze przesuwnym pod odpowiednim kątem i przy pełnym oświetleniu widać pionową smugę, czyli granicę, do której docierał płyn. Lewa strona nie jest tak brudna jak przed myciem, ale różnica istnieje.

Lustro, z którego robot spadał
Jedna powierzchnia okazała się dla Hobota 298 nie do przejścia: lustro stanowiące front szafki w korytarzu przy drzwiach wejściowych. Jest naklejone na czarny front i wystaje ok. 2 do 3 mm. Po dotarciu do krawędzi robot spadał, i to powtarzalnie. Nie ustaliliśmy, czy winny jest podniesiony brzeg, czy czarne tło pod czujnikami. Tego lustra robotem myć się nie da.
Wniosek praktyczny: przy pierwszych kilku uruchomieniach na nowej powierzchni zakładajcie linkę (tam, gdzie ma sens) i stójcie obok. Poza tym jednym lustrem robot w teście nie spadł ani razu, także z bezramowych luster i szyb. Czujniki krawędzi działają poprawnie, a dodatkowych czujników (np. poziomu płynu) fizycznie nie potrzebuje, bo i tak przenosi się go ręcznie między oknami i cały czas ma się go na oku.

Czas mycia, zasilanie awaryjne, hałas
Ponieważ robot pracuje na kablu, nie ma sensu mówić o czasie pracy na baterii. Zmierzyliśmy za to tempo mycia. Okno tarasowe 1,35 m²: 3 minuty 42 sekundy. Lustro łazienkowe 3,33 m²: 12 minut 54 sekundy. W przeliczeniu daje to ok. 2 minuty 50 sekund na metr kwadratowy okna i ok. 3 minuty 50 sekund na metr lustra. Rozbieżność tłumaczymy większą powierzchnią i brakiem ramy, a także tym, że robot nie zawsze wykonuje obie fazy programu: przy małych powierzchniach potrafił pominąć drugą fazę (góra i dół) po przejeździe na boki. Na efekt mycia nie miało to wpływu.
Sprawdziliśmy deklarowane 20 minut zasilania awaryjnego. Po wyjęciu wtyczki z gniazdka robot został na szybie, słyszalnie zmniejszył moc silnika, dioda migała na przemian na niebiesko i czerwono, do tego dźwięk ostrzegawczy nie do przeoczenia. Od szyby odkleił się po 27 minutach i 54 sekundach, prawie o połowę później, niż obiecuje producent. Taki test tylko z założoną linką. Jedna uwaga: sygnał w trybie awaryjnym brzmi tak samo przez cały czas, a tuż przed odpadnięciem mógłby ostrzegać inaczej i bardziej natrętnie. To jednak drobiazg, bo robot nie służy do wiszenia na szybie przez pół godziny.
Hałas: miernik w telefonie ustawiony metr od robota pokazał 62 dB, producent podaje 64 dB. Liczba wygląda jak zwykły odkurzacz, ale dźwięk jest przenikliwy. W teście zewnętrznych okien nie myliśmy wieczorami ani w niedzielę.
Po zakończonym myciu robot wraca mniej więcej do miejsca, w którym zaczął. Przy suficie na 3 metrach to duża zaleta: gdyby zatrzymywał się tam, gdzie skończył, po każdym myciu trzeba by wchodzić na drabinę.

Konserwacja i codzienne użytkowanie
Producent zaleca czyszczenie gąsienic przed każdym uruchomieniem; w teście robiliśmy to po myciu, przed schowaniem do pudełka. Wystarczy sucha szmatka: włączamy zasilanie i przytrzymujemy ścierkę na obracającej się gąsienicy. Czujniki również przeciera się na sucho. Zbiornik na płyn można samodzielnie wymienić (jedna śrubka i wtyczka kabelka). Ścierki pierze się poniżej 40 stopni, bez suszenia bębnowego. Cała konserwacja zajmuje ok. 4 minuty.
Trzy rzeczy, o których instrukcja mówi szczątkowo lub wcale. Po pierwsze, mokra powierzchnia: producent ostrzega przed robieniem błota, ale większym problemem jest ślizganie się robota i ryzyko upadku. Nie myjcie w deszcz, uważajcie na parowanie zimą, nie spryskujcie szyby detergentem przed startem i nie nawilżajcie wstępnie ścierki.
Po drugie, kabel. Nakrętka trzyma go mocniej, niż robot trzyma się szyby. Jeśli kabel zaczepi się o kran, nogę stołu czy zasłonę, łatwo o rozszczelnienie i upadek. Po trzecie, płyn: po każdym użyciu trzeba go wylać, a i tak w dyszy i zbiorniku zostaje resztka. W teście już godzina lub dwie odłożenia robota wystarczyły, żeby kropla lub dwie wyciekły. Rozwiązanie: po pracy robot leży na suchej ścierce zbiornikiem w dół.
Werdykt po teście
Hobot 298 dobrze radzi sobie ze standardowymi zabrudzeniami okien i luster: kurzem, pyłem, drobnymi zachlapaniami. Nawet mocno ubłocone okno tarasowe po trzech przejazdach stało się czyste. Gorzej idzie mu z plamami nietypowymi, jak zaschnięta pasta do zębów czy czekolada. To urządzenie do regularnego podtrzymywania czystości, nie do usuwania dwuletniej warstwy brudu. Dobry scenariusz: okna umyte i wypolerowane ręcznie dwa tygodnie przed świętami, a w dniu przyjazdu gości tylko przejazd robota.
Robot wymaga więcej uwagi niż sprzęt do podłóg (przenoszenie, kabel, linka, asekuracja), ale realnie oszczędza czas. Największa bariera to początkowe zaufanie: dopiero po kilku bezproblemowych przejazdach przestaje się stać pod szybą z rozłożonymi rękami. Raz na jakiś czas i tak trzeba wziąć ścierkę do ręki, zwłaszcza do rogów i krawędzi.
Stan na wrzesień 2026: Hobota 298 nie ma już w ofercie Media Expert ani MediaMarkt, w Media Expert zostały tylko akcesoria: przewód zasilający z nakrętką do modelu 298 (ok. 45 zł), przedłużacz zasilania (ok. 35 zł) i płyn Hobot 250 ml (ok. 45 zł). Aktualne roboty do okien Hobot w Media Expert to 2S (ok. 1200 zł), R3 (ok. 1400 zł) i S7 Pro (ok. 1990 zł). Rankingu robotów do mycia okien na rankingtop7.pl nie prowadzimy, więc ten test stoi osobno.
Najczęstsze pytania
Czy Hobot 298 działa bez kabla?
Nie. To urządzenie przewodowe z 4-metrowym kablem zabezpieczonym nakrętką. Wbudowany akumulator służy tylko do awaryjnego utrzymania robota na szybie po zaniku prądu. Producent deklaruje 20 minut, w naszym teście robot trzymał się szyby 27 minut 54 sekundy, sygnalizując to dźwiękiem i miganiem diody.
Ile trwa mycie okna robotem Hobot 298?
W teście okno tarasowe o powierzchni 1,35 m² robot umył w 3 minuty 42 sekundy, a lustro łazienkowe 3,33 m² w 12 minut 54 sekundy. Daje to ok. 2 minuty 50 sekund na metr kwadratowy okna. Przy dużych zabrudzeniach potrzebne są dwa lub trzy przejazdy, więc ten czas trzeba pomnożyć.
Czy Hobot 298 domywa rogi i krawędzie okna?
Nie do końca. Ścierka ma ścięte rogi o przekątnej 4 cm, więc robot nie dociera do narożników na ok. 2,8 cm. Krawędzi też nie domywa dokładnie, a przy mocnym zabrudzeniu zostają ledwo widoczne ślady przesuniętego pyłu. Rogi i okolice ramy trzeba co jakiś czas przetrzeć ręcznie.
Czy Hobot 298 spada z lustra bez ramy?
W teście nie spadł z bezramowego lustra łazienkowego ani z lustra na przesuwnej przegrodzie ze szczeliną u góry. Spadał tylko z lustra naklejonego na czarny front szafki, wystającego 2 do 3 mm. Dlatego przy pierwszych uruchomieniach na nowej powierzchni warto założyć linkę i stać obok robota.