Hobot Legee 7: test redakcji
Test redakcji · robot mopująco-odkurzający · Hobot · test 2021-08, aktualizacja 2026-09-30
W skrócie: Hobot Legee 7 w teście mył podłogi lepiej niż odkurzał: błoto po psie zniknęło po dwóch przejazdach, sierść i piasek zbierał bez śladu, ale kaszy i kociej karmy nie dał rady, a podniesienie robota kończyło cały cykl. Sensowny jako drugi robot do mopowania po odkurzaczu, na twardej podłodze bez progów. Model zniknął z Media Expert i MediaMarkt; z linii Legee jest tam dziś nowszy Legee D7.

Plusy z testu
- Bardzo dobre mopowanie świeżego brudu: błoto po psie zniknęło po dwóch przejazdach
- Zbieranie sierści, piasku i kurzu pod ścianami i w narożnikach już w trybie standardowym
- Cicha praca: 53 dB w trybie standardowym i eco, 58 dB w mocnym (pomiar z 1 m)
- Radzi sobie z lustrami do podłogi, nogami krzeseł i stopkami stołków barowych bez barier wirtualnych
- Brak szczotki głównej: włosy i sierść nie mają się na czym nawijać, pełna konserwacja poniżej pół godziny
- Przejrzysta aplikacja po polsku, parowanie w 2 minuty
Minusy z testu
- Podniesienie robota lub zaklinowanie szczotki bocznej kończy cały cykl, nie da się wznowić
- Nie zbiera większych okruchów (kasza tylko w trybie mocnym, kocia karma wcale): za niskie podwozie
- Progi powyżej 5 mm nieprzejezdne, listwy 3 do 5 mm pokonuje z trudem
- Ładowanie trwa 6 godzin, a tryb usuwania plam umył tylko 39 m² na jednym ładowaniu
- Robot przesuwa lekką stację ładującą i nie trzyma się podziału mapy przy sprzątaniu
Werdykt: Legee 7 to przede wszystkim robot mopujący z dodatkiem odkurzania: świeży brud i sierść zbiera bardzo dobrze, większych okruchów i zaschniętych plam nie. Najlepiej sprawdzi się jako drugie urządzenie, puszczane po odkurzaczu na twardej podłodze bez progów.
Co obiecuje producent i jak testowaliśmy
Hobot Legee 7 to robot, który według producenta ma jednocześnie odkurzać i myć podłogi. W materiałach Hobota najwięcej miejsca zajmuje opatentowany tryb usuwania plam, siedem trybów pracy oraz mechanizm mopowania: dwie głowice ze ścierkami poruszają się ruchem posuwistym, który ma naśladować ręczne szorowanie, a cztery dysze spryskują podłogę wodą przed przetarciem. Cena w 2021 roku była wysoka jak na robota sprzątającego, więc oczekiwania były odpowiednio duże.
Egzemplarz do testu dostarczył sklep Robosklep.pl. Robot pracował w mieszkaniu o efektywnej powierzchni sprzątania około 53 m² (tak wyliczyła aplikacja po mapowaniu), na twardej podłodze, z psem w domu, z lustrami od podłogi do sufitu w dwóch pomieszczeniach i z listwami o wysokości od 3 do 5 mm między korytarzem a pokojami. W teście sprawdziliśmy zbieranie sierści, mąki, kaszy i kociej karmy, mycie błota po deszczu i zaschniętej plamy z soku, czas pracy w czterech trybach, hałas z miernika oraz działanie czujników.

Budowa i akcesoria
Po wyjęciu z pudełka Legee 7 robi dobre wrażenie: niebiesko-czarna obudowa z wysokim połyskiem, solidne spasowanie, żadnego cienkiego plastiku w samym robocie. Zderzak po wciśnięciu wydaje ciche kliknięcie, którego podczas pracy praktycznie nie słychać. Robot jest ciężki, co przy mopowaniu jest zaletą, bo ścierki mocniej dociskają podłogę. Obudowa ma kształt litery D, dzięki czemu przednia krawędź dochodzi do samej ściany. Wieżyczka lasera siedzi z tyłu, a z przodu jest okrągły przycisk z czterema funkcjami: powrót do bazy, czyszczenie mocne, polerowanie oraz start i pauza.
Od spodu widać dwa mocowania na ścierki z mikrofibry i jedną szczotkę boczną. Szczotki głównej nie ma w ogóle, jest tylko otwór ssący, więc włosy i sierść nie mają się na czym nawijać. Zamiast zwykłych kół robot ma gąsienice: świetnie trzymają się mokrej podłogi, ale producent sam podaje, że maksymalna wysokość progu to pół centymetra. Pod górną klapą są dwa zbiorniki. Ten na kurz wyjmuje się jednym ruchem za niebieską rączkę, zbiornik na wodę jest przykręcony śrubami i na co dzień zostaje w robocie.
W zestawie: instrukcja (po polsku tylko kilka kartek), ścierki z mikrofibry, stacja dokująca z zasilaczem, zapasowy filtr HEPA, zapasowe szczotki boczne, zapasowe dysze wody, butelka do napełniania zbiornika i podkładka pod robota. Ścierki są grube i sztywne, można je prać w pralce w 40 stopniach, bez suszarki. Najsłabszym elementem zestawu jest stacja: lekki, cienki plastik, który łatwo uszkodzić, a tył bryły jest pusty. Da się tam schować kabel, żeby stacja nie odstawała od ściany, ale przez to jest tak lekka, że robot potrafi ją przesunąć, o czym dalej.


Aplikacja i parowanie
Aplikację znajduje się w sklepie po haśle „Hobot Legee”, w instrukcji jest też kod QR. Pierwsze uruchomienie to wybór języka i kraju oraz akceptacja umowy i polityki prywatności, potem założenie konta Hobot i weryfikacja kodem z e-maila. Parowanie robota sprowadza się do wciśnięcia „Dodaj nowego LEGEE” (w wersji aplikacji z czasu testu był tylko jeden model do wyboru), włączenia zasilania i naciśnięcia przycisku. Całość trwa najwyżej 2 minuty, a robot pojawia się na liście jako „Legee7”.
Główny ekran to koło z trybami: standardowy, mocny, eco, zwierzęta, na sucho, polerowanie, usuwanie plam i niestandardowy. W tym ostatnim ustawia się poziom spryskiwania, siłę ssania, częstotliwość mopowania i szybkość jazdy. Pod kołem są dwa przyciski: sprzątanie całości albo wybranych pomieszczeń. Aplikacja jest przejrzysta i po polsku. Brakuje w niej za to sprzątania strefowego, czyli wskazania kawałka podłogi do umycia bez dzielenia mapy na pokoje. Ten brak w codziennym użyciu odczuwa się najbardziej.

Pierwsze uruchomienie i mapowanie
Przed startem robot musi się naładować do pełna. Przycisk na obudowie świeci na pomarańczowo podczas ładowania i na zielono po naładowaniu. Po założeniu ścierek i wlaniu wody uruchomiliśmy mapowanie w trybie standardowym. Już na pierwszych metrach wyszła wada: jadąc wzdłuż ściany, przy której stała stacja, robot ją przesunął i trzeba było ją ręcznie odstawić na miejsce, żeby miał do czego wrócić. Plus za zabezpieczenie przed błędnym mapowaniem, gdy start nastąpi z innego miejsca niż stacja.
Mapowanie 53,84 m² zajęło 82 minuty i 56 sekund, a bateria nie spadła nawet do połowy. Podgląd tworzonej mapy jest w aplikacji na żywo, razem z czasem pracy, liczbą metrów i stanem baterii. Dwie ikony w rogu pokazują stan zbiorników: czerwona przy wodzie oznacza pusty zbiornik, zielona przy kurzu oznacza, że pojemnik nie jest pełny. Automatyczny podział na pomieszczenia był sensowny. Największe zaskoczenie: lustra od podłogi do sufitu w dwóch pokojach, na których wiele robotów z laserem gubi się i wymaga wirtualnych barier, nie sprawiły Legee 7 żadnego problemu, ani przy mapowaniu, ani przy sprzątaniu.
Edycja mapy pozwala zmienić nazwę, wybrać powierzchnie do sprzątania, ustawić wirtualne bariery i podzielić obszary w edytorze. Rozdzielenie kuchni od salonu i nazwanie wszystkich pomieszczeń wymagało sporo klikania, około pół godziny, ale robi się to raz. Gorzej z minimalnym rozmiarem strefy: nie udało się wydzielić osobnego obszaru tylko pod stołem jadalnym ani pod blatami kuchennymi, co miało zastąpić brakujące sprzątanie miejscowe. Powstała jedna mała strefa testowa i na tym koniec.

Odkurzanie: sierść, mąka, kasza, karma
Sierść psa robot zbiera bardzo dobrze już w trybie standardowym, także pod ścianami i w narożnikach. Dedykowany tryb dla zwierząt nie był potrzebny. Szczotka boczna jest gęsta i twarda, sięga do samej krawędzi ściany i wygarnia piasek oraz sierść bez pozostawiania śladów. To najmocniejszy punkt odkurzania.
Mąka, sprzątana w trybie „na sucho”, wyszła przeciętnie: po pierwszym przejeździe sporo zostało na podłodze, drugi przejazd niewiele poprawił. Jak na robota bez szczotki głównej wynik jest akceptowalny, ale nie więcej. Kasza pęczak w trybie standardowym to porażka: ziarna zostały rozrzucone na boki, w pojemniku wylądowało niewiele. W trybie mocnym efekt był zdecydowanie lepszy, prawie wszystko trafiło do pojemnika, choć część ziaren robot tylko przeciągnął ścierką. Przy powrocie do stacji obraca się o 180 stopni i te zgarnięte ziarna rozsypuje wokół bazy.
Kocia karma to kompletne fiasko: w pojemniku znalazło się dosłownie kilkanaście ziaren. Winna nie jest moc ssania, tylko bardzo niskie podwozie. Ziarno karmy fizycznie nie mieści się pod robotem, więc jest spychane zamiast wciągane. Testu z psimi chrupkami, większymi i cięższymi, nie było sensu przeprowadzać. Wniosek jest prosty: Legee 7 zbiera kurz, piasek i sierść, ale nie okruchy większe od ryżu.


Mopowanie: błoto, zaschnięta plama i codzienność
Najlepszy test mopowania zorganizowała pogoda: po deszczu pies wrócił z ogrodu i zostawił błotniste ślady łap w kuchni i jadalni. Uruchomiliśmy tryb dla zwierząt. Po jednym przejeździe zostały ledwie widoczne ślady, po drugim podłoga była czysta. To był najlepszy wynik całego testu.
Tryb usuwania plam działa inaczej niż pozostałe: robot dzieli podłogę na kwadraty 1,5 na 1,5 m, w pierwszym przejeździe zwilża powierzchnię i rozmiękcza brud, w drugim go zbiera. Podłoga jest faktycznie mocno namoczona, widać to gołym okiem. Do testu poszła trudna plama: sok rozlany przy samej ścianie i zostawiony do wyschnięcia na około 12 godzin. Po pierwszym cyklu plama była tylko odrobinę jaśniejsza, drugi i trzeci cykl nic nie zmieniły. Ze świeżymi zabrudzeniami tryb radzi sobie dobrze, z zaschniętymi nie.
Na co dzień najlepiej sprawdza się tryb standardowy albo mocny, różnica w efekcie jest niewielka. Przy sprzątaniu dwa razy dziennie plamy nie mają kiedy zaschnąć i podłoga po robocie jest dobrze przetarta na mokro. Słowo klucz to „przetarta”: to nie jest zamiennik ręcznego mopa. Przy dużym obszarze i długiej pracy ścierki brudzą się i robot zaczyna zostawiać smugi. Wymiana ścierek w trakcie cyklu jest niemożliwa, bo podniesienie robota kończy sprzątanie, o czym w osobnej sekcji.



Nawigacja i miejsca trudne
Trzy miejsca, na których zwykle wykładają się roboty, Legee 7 zaliczył: lustra do podłogi (bez barier wirtualnych), nogi krzeseł i stołu w jadalni (lawiruje bez problemu) oraz stołki barowe z podniesioną na około 5 cm stopką, na której inne roboty się klinują. Dzięki niskiemu zawieszeniu i gąsienicom nawet nie próbuje na nią wjechać, tylko ją obrysowuje. Listwy o wysokości od 3 do 5 mm między korytarzem a pokojami pokonuje, choć czasem z trudem, szukając odpowiedniego miejsca. Wyższych progów nie przejedzie i przy takim mieszkaniu sprzątanie całości jednym cyklem odpada.
Sposób jazdy jest uporządkowany: najpierw krawędzie obszaru, potem pas za pasem, bez pomijanych fragmentów. Niezrozumiała jest za to kolejność pomieszczeń. Robot nie trzyma się podziału z mapy: sprząta pół pokoju, przechodzi do następnego, tam też robi połowę, potem korytarz i wraca do pierwszego. Stację znajduje z każdego miejsca w mieszkaniu.
W trybie usuwania plam algorytm jest inny i wyraźnie gorszy w ocenie przestrzeni. Kwadrat w pustym salonie zajmował 5 do 7 minut, a wąski fragment między krzesłami jadalni a kanapą robot mył przez 40 minut. Tylko w tym trybie zdarzył się też nieudany powrót do stacji z sypialni, najbardziej oddalonego i najbardziej zagraconego pomieszczenia (pojemniki na pościel, zabawki, dywaniki). Z pozostałych pokoi wracał zawsze.

Przerwy w pracy: największa wada
Pauza i wznowienie działają bez zarzutu pod jednym warunkiem: robot nie może zostać podniesiony. Gdy czujniki wykryją brak kontaktu z podłogą, cykl kończy się definitywnie. Każde wplątanie w kabel, porwanie drobiazgu z podłogi czy próba wymiany ścierek oznacza start od nowa. To samo dzieje się po zaklinowaniu szczotki bocznej: nawet jeśli odblokujemy ją bez podnoszenia robota, sprzątanie zostaje przerwane.
Start nowego cyklu z miejsca, w którym robot skończył, potrafi się skończyć problemem z lokalizacją i utworzeniem „lustrzanej” mapy. W praktyce oznaczało to, że pełne sprzątanie całego mieszkania jednym cyklem udawało się rzadko. W mniejszym mieszkaniu bez kabli na podłodze problem będzie mniej dokuczliwy, ale reakcja na podniesienie to rzecz, którą producent powinien poprawić w pierwszej kolejności.

Czas pracy, bateria i hałas
Producent podaje 240 minut pracy. Sprawdziliśmy, ile to znaczy w metrach. Tryb standardowy: całe mieszkanie (52 m²) odkurzone i umyte w 85 minut i 42 sekundy, z 41% baterii na koniec. Do progu niskiego stanu baterii (około 11 do 12%) robot posprzątałby około 78 m² w około 129 minut. Tryb mocny: 55,84 m² w nieco ponad 95 minut, powrót z 24%, czyli szacunkowo 111 minut i 65 m² na jednym ładowaniu.
Tryb eco zaskoczył nie tylko czasem: 55,24 m² w prawie 79 minut i 56% baterii na koniec, co daje około 160 minut pracy. Robot w tym trybie inaczej dzieli powierzchnię i jeździ wyraźnie sprawniej niż w pozostałych trybach. W pustym, otwartym salonie wyliczenie dochodziło do około 215 minut, więc deklarowane 240 minut jest osiągalne tylko na pustej podłodze i przy rozładowaniu do zera. Meble, krzesła, zabawki i pudełka kosztują sporo energii.
Tryb usuwania plam to inna liga: 39 m² w prawie 140 minut i powrót do stacji przy 17%. Do trzech pomieszczeń robot nie dotarł, czwarte umył częściowo. Po naładowaniu wraca do przerwanego miejsca, ale ładowanie trwa 6 godzin (sprawdziliśmy). Całe mieszkanie w tym trybie to 6 godzin ładowania plus około 280 minut mycia, razem prawie 11 godzin. Ma to sens przy pojedynczym pokoju, nie przy całym domu.
Hałas mierzyliśmy z odległości około 1 metra: 58 dB w trybie mocnym oraz 53 dB w trybie standardowym i eco. Jak na odkurzacz to bardzo cicho, robota można puścić w pokoju, w którym ktoś pracuje.


Czujniki, harmonogram i funkcje dodatkowe
Czujnik poziomu wody działa: przed startem robot głosowo potwierdza, że w zbiorniku jest woda, w aplikacji świeci zielona ikona, a przy braku wody pojawia się komunikat i czerwona ikona. Komunikat jest tylko jeden i łatwo go nie usłyszeć z drugiego końca mieszkania, a robot nie przerywa pracy, tylko jedzie dalej na wilgotnych ścierkach. Wystarczy dolewać wodę przed każdym cyklem: nawet w trybie usuwania plam zbiornik starczał na cały przejazd.
Czujnik zapełnienia pojemnika rozczarował. Lampka zapaliła się dopiero po zakończeniu cyklu, gdy pojemnik był tak pełny, że śmieci wysypywały się z niego przy wyjmowaniu. Robot nie przerwał pracy w połowie i nie było komunikatu głosowego. Trzeba więc zaglądać do pojemnika przed każdym startem. Czujnik zbliżeniowy działa poprawnie, choć czasem robot przesunie krzesło o milimetr. Czujniki spadku zdały egzamin: ze schodów nie spadł, a na nieznanym terenie zaczyna mapowanie, które można potem zapisać jako kolejną mapę.
Harmonogram pozwala ustawić na każdy dzień tygodnia strefę, godzinę startu i tryb. Nie da się zaprogramować kilku przejazdów jednego dnia, a przy psie w domu potrzebne były nawet trzy. Funkcja „Nie przeszkadzać” wycisza komunikaty i odrzuca zaplanowane zadania, co przydaje się przy wznawianiu po długim ładowaniu: jeśli robot naładuje się około północy, poczeka z dokończeniem do rana.
Konserwacja i czyszczenie
Pojemnik na kurz wyjmuje się po podniesieniu górnej klapy, za niebieską rączkę. W środku jest dodatkowy filtr, który chroni przed wysypaniem śmieci przy otwieraniu i wydłuża życie filtra HEPA. Wodę dolewa się przez niebieską zatyczkę dołączoną butelką, dozownik zabezpiecza przed rozlaniem.
Pełne czyszczenie obejmuje opróżnienie i umycie pojemnika, opróżnienie zbiornika na wodę, wyczyszczenie filtrów i szczotki bocznej, przetarcie czujników spadku, zdjęcie i umycie zderzaka, przetkanie dysz wody dołączoną szpilką (zatkane wymienia się na zapasowe, wystarczy śrubokręt) oraz przetarcie obudowy. Razem z czytaniem instrukcji zajęło to mniej niż pół godziny. Zderzak zdejmuje się, wciskając prawą stronę i pociągając lewą, szczotka boczna schodzi po mocniejszym pociągnięciu i można ją umyć pod kranem. Filtry czyściliśmy na sucho, ścierki poszły do pralki na 40 stopni.

Werdykt po teście
Legee 7 sprząta bardzo dobrze, ale, jak każdy robot, do utrzymania bieżącej czystości, a nie do generalnego porządku po dwóch tygodniach nieobecności. Po teście wygląda bardziej na robota mopującego z dodatkową funkcją odkurzania niż odwrotnie: z sierścią, kurzem i piaskiem radzi sobie znakomicie, ale większych okruchów nie zbierze z powodu budowy, nie mocy silnika. Najlepiej pracowałby jako drugi robot, puszczany po odkurzającym: dozbiera resztki i umyje podłogę na mokro.
Do poprawy jest oprogramowanie: sposób dzielenia mieszkania marnuje energię, co przy powierzchni powyżej około 70 m² zaczyna być problemem, tryb usuwania plam wymaga innego algorytmu jazdy, a reakcja na podniesienie robota powinna być pauzą, nie końcem cyklu. Aplikacja jest przejrzysta, konserwacja prosta, hałas niski. Przy mieszkaniu do około 70 m² z twardą podłogą bez progów to sensowny wybór, pod warunkiem że zbieranie większych śmieci zostawimy innemu urządzeniu.
Najczęstsze pytania
Czy Hobot Legee 7 zastąpi zwykły odkurzacz?
W teście nie. Sierść, kurz i piasek zbiera bardzo dobrze, ale nie ma szczotki głównej, a podwozie jest tak niskie, że kocia karma nie mieści się pod robotem. Kaszę zebrał dopiero w trybie mocnym. Sprawdza się jako drugie urządzenie, uruchamiane po odkurzaczu, głównie do mycia podłogi na mokro.
Jak długo Hobot Legee 7 pracuje na jednym ładowaniu?
Zależy od trybu i zagracenia podłogi. W trybie standardowym 52 m² zajęło 86 minut i zostało 41% baterii, w trybie eco 55 m² w 79 minut z 56% baterii. Tryb usuwania plam wyczerpał baterię po 39 m² i 140 minutach. Ładowanie do pełna trwa 6 godzin. Deklarowane 240 minut jest realne tylko na pustej podłodze.
Czy Legee 7 radzi sobie z progami i dywanami?
Progi to słaby punkt: producent podaje maksymalnie 5 mm, a w teście listwy o wysokości 3 do 5 mm robot pokonywał z trudem, szukając odpowiedniego miejsca. Wyższych nie przejedzie. Test odbył się wyłącznie na twardej podłodze, bo ścierki mopujące są zamontowane na stałe pod robotem i cały czas dotykają posadzki.
Czy Hobot Legee 7 jest jeszcze w sprzedaży?
We wrześniu 2026 modelu nie ma ani w Media Expert, ani w MediaMarkt. W Media Expert z linii Legee dostępny jest nowszy Hobot Legee D7 (około 1 670 zł) oraz stacja Legee LuLu do automatycznego mycia mopa. Nie testowaliśmy D7, więc nie potwierdzamy, że rozwiązuje wady opisane w tym teście.