Hobot 2S: test redakcji
Test redakcji · robot do mycia okien · Hobot · test 2021-12, aktualizacja 2026-09-30
W skrócie: Hobot 2S w teście z grudnia 2021 umył bardzo brudne okno tarasowe w dwóch przejazdach (9,5 minuty na 1,35 m²), domył narożniki i po odcięciu prądu wisiał na szybie 28 minut. Wady to hałas 62 dB, jedno odklejenie od bezramowego lustra i linka, która nie zabezpiecza. We wrześniu 2026 model nadal jest w sprzedaży w Media Expert za około 1200 zł.

Plusy z testu
- Dwa przejazdy wystarczyły na bardzo brudnym oknie tarasowym (Hobot 298 potrzebował trzech)
- Pełna ścierka bez ściętych rogów: plama z kawy w narożniku frontu lodówki zniknęła niemal całkowicie
- Dwie dysze spryskujące, zwilżanie w obu kierunkach jazdy
- UPS utrzymał robota na szybie 28 minut zamiast deklarowanych 20
- Bogaty zestaw: trzy ścierki, płyn, pilot z bateriami, 4-metrowy kabel
- Sterowanie pilotem lub aplikacją, obsługa na tyle prosta, że robota można oddać starszemu dziecku
Minusy z testu
- Głośny: średnio 62 dB, szczytowo 68 dB z odległości metra
- Raz odkleił się od bezramowego lustra przy obracaniu na dolnej krawędzi
- Linka zabezpieczająca nie chroni przy oknach tarasowych i z parapetem
- Kamień przy rączce kabiny prysznicowej i wąskie miejsca trzeba domyć ręcznie
- Na czarnym laminacie zostawia lekkie ślady kół
Werdykt: Hobot 2S poprawia wszystko, co przeszkadzało w Hobocie 298: myje w dwóch przejazdach, dojeżdża do narożników i dłużej trzyma się szyby bez prądu. Ocena z testu to piątka z plusem, a jedyny upadek z lustra przypomina, że przy bezramowych powierzchniach warto stać obok.
Pudełko i akcesoria
Hobot 2S trafił do redakcji w grudniu 2021 roku jako następca Hobota 298, którego testowaliśmy chwilę wcześniej. Producent poprawił w nim trzy rzeczy, które w poprzedniku przeszkadzały najbardziej: zamontował dwie dysze ultradźwiękowe, więc płyn jest rozpylany zarówno przy jeździe w prawo, jak i w lewo, przesunął czujniki tak, żeby ścierka sięgała bliżej krawędzi, i zmienił samą ścierkę na pełną, bez ściętych rogów. Urządzenie do testu dostarczył hobot.pl.
Pudełko jest małe i poręczne, z grubej tektury dobrej jakości. Mieści się w schowku albo w szafie, kiedy robot nie jest potrzebny, i nie wygląda na takie, które szybko się rozpadnie.
W środku, poza samym robotem i instrukcjami, znalazły się trzy ścierki z mikrofibry, butelka płynu do mycia okien Hobot, zasilacz z 4-metrowym kablem, linka zabezpieczająca, zapasowe rzepy oraz pilot z bateriami. Trzy ścierki, płyn i baterie to więcej, niż producent musiał dołożyć. W praktyce oznacza to, że robota da się uruchomić od razu po rozpakowaniu, bez dokupowania czegokolwiek.


Budowa: dwa zbiorniki i inaczej rozmieszczone czujniki
Na froncie są te same elementy co w Hobocie 298, ale ułożone inaczej. W centralnej części, jeden pod drugim, znajdują się przycisk rozpoczęcia i zatrzymania pracy, włącznik zasilania oraz gwint do przykręcenia kabla. Taki układ pozwala obsługiwać robota jedną ręką. Poniżej jest otwór na linkę zabezpieczającą.
O lince trzeba powiedzieć wprost: tak jak w poprzednim modelu nie sprawdza się przy oknach tarasowych ani przy oknach wewnętrznych z parapetem, bo nie ma jej do czego sensownie przywiązać, i przed upadkiem nie zabezpieczy. W teście przy pierwszych przejazdach robota asekurowaliśmy ręcznie, a linki używaliśmy tam, gdzie dało się ją popuszczać w razie potrzeby.
Po obu stronach obudowy umieszczono dwa zbiorniki na wodę lub płyn, każdy z własną dyszą rozpylającą. Dzięki temu powierzchnia jest zwilżana w obu kierunkach jazdy, a nie tylko w jednym, jak w Hobocie 298. Płyn dolewa się po podniesieniu gumowego korka. Zbiorniki optycznie są tak duże jak pojedynczy pojemnik poprzednika, a kreska maksymalnego napełnienia leży wyżej, więc szacunkowo mieści się w nich ponad dwa razy więcej płynu.
Od spodu, w centralnej części, jest pole małych otworów, przez które robot zasysa powietrze i wytwarza podciśnienie trzymające go na szybie. Po bokach pracują dwa koła gąsienicowe. Największa zmiana dotyczy czujników: w Hobocie 298 siedziały w rogach, przez co robot fizycznie nie dojeżdżał do narożników okna. W 2S obok jednego z kół jest pojedynczy czujnik, a cztery czujniki laserowe wykrywające krawędź schowano w rogach pod ścierką. Producent deklaruje do 80% lepsze czyszczenie narożników; jak wyszło w praktyce, opisujemy niżej.


Pilot i aplikacja mobilna
Pilot jest identyczny jak w Hobocie 298 i daje dostęp do wszystkich funkcji. Trzy górne przyciski uruchamiają tryby automatyczne: pełne czyszczenie zygzakiem (lub ruchem w kształcie litery N), start w lewo lub w górę oraz start w prawo lub w dół, zależnie od tego, jak robot został przyłożony do szyby. Strzałki sterują robotem ręcznie, OK wznawia pracę, STOP ją wstrzymuje, 2X uruchamia mycie dwukrotne, a dwa ostatnie przyciski włączają spryskiwanie ciągłe albo jednorazowe.
Aplikację mobilną pobraliśmy z Google Play. Po uruchomieniu wybiera się „Dodaj nowego HOBOT”, wskazuje model z listy i paruje telefon z robotem przez Bluetooth; jeśli Bluetooth jest wyłączony, aplikacja sama o tym przypomina. Samo parowanie zajęło około sekundy. Po wejściu w panel urządzenia trzeba zaakceptować ostrzeżenie o warunkach użytkowania, a potem widać ekran sterowania z tym samym układem przycisków, co na pilocie.
W teście większość pracy wykonywaliśmy pilotem, aplikacja przydawała się głównie do ustawień. To w niej zmienia się język komunikatów głosowych: testowy egzemplarz witał się po czesku („Ahoj!”), polski był do wyboru w ustawieniach. Aplikacja jest też zapasem na wypadek zgubienia lub awarii pilota.


Ładowanie i przygotowanie do pracy
Przed pierwszym uruchomieniem robot powinien być naładowany do pełna. Hobot 2S jest urządzeniem przewodowym, na stałe podpiętym do gniazdka; wewnętrzny akumulator służy tylko jako zasilanie awaryjne. Niedoładowanie nie zaszkodzi od razu, ale odbija się na żywotności baterii i sprawności systemu UPS. Kabel ma 4 metry i w testowym domu nie było okna, do którego robot by nie dosięgnął.
Kabel wpina się w gniazdo na froncie i zakręca nakrętką. Po podłączeniu zasilacza świeci dioda pomarańczowa, po pełnym naładowaniu zielona. W porównaniu z Hobotem 298 kolor diody jest dużo lepiej widoczny i nie trzeba się zastanawiać, co pokazuje.
Przygotowanie do mycia to dwie czynności: dolanie wody lub płynu do zbiorników po zdjęciu gumowych korków i założenie ścierki z mikrofibry. Wycięcia na gąsienice wskazują kierunek, trzeba tylko porządnie naciągnąć ścierkę na rzepy, tak żeby cztery otwory trafiły na czujniki laserowe. Ważna różnica względem poprzednika: w 2S wolno wstępnie zwilżyć ścierkę. Hobot 298 przy najmniejszej wilgoci ślizgał się po szybie, tu producent dopuszcza nawilżenie i w teście korzystaliśmy z tego często.
Robota przykłada się do szyby i przełącza włącznik w pozycję „1”. Dioda zmienia kolor na niebieski, a urządzenie odtwarza komunikat powitalny oraz informację o warunkach użytkowania (przy każdym włączeniu). Po kilku sekundach wciska się strzałkę na obudowie, pilocie lub w aplikacji. Domyślny tryb automatyczny radził sobie na tyle dobrze, że sterowania ręcznego używaliśmy rzadko.

Okno tarasowe: dwa przejazdy zamiast trzech
Na pierwszy ogień poszło bardzo brudne okno tarasowe o powierzchni 1,35 m². W testowym domu pies stuka w drzwi tarasowe za każdym razem, gdy chce wyjść do ogrodu, więc po tygodniu szyba jest pokryta błotnistymi śladami łap i jej przejrzystość spada niemal do zera. Producent zaleca, żeby pierwsze czyszczenie wykonać na sucho, a dopiero drugie na mokro, i tak zrobiliśmy.
Test odbywał się w grudniu. Nie padało, a nad drzwiami tarasowymi jest balkon, który je osłania, ale po otwarciu tarasu zimna szyba zaparowała. Hobot 2S jest na wilgoć mniej wrażliwy niż 298, jednak nadal lekko się ślizgał. Żeby to wyeliminować, warto przed startem przetrzeć szybę szmatką z nadmiaru wilgoci. Drugim problemem na zewnątrz jest wiatr: nawet niewielki podmuch rozwiewa strumień płynu z dyszy na wszystkie strony, tylko nie pod ścierkę.
Po pierwszym, suchym przejeździe po obu stronach okna szyba była wolna od kurzu i pyłu, a plamy stały się znacznie mniej widoczne; na ścierce został wyraźny brud. Do drugiego przejazdu założyliśmy nową ścierkę, lekko zwilżoną płynem Hobot, i włączyliśmy spryskiwanie.
Po drugim myciu na oknie nie było plam, a w szybie odbijała się stojąca obok choinka. Trzecie mycie, którego wymagał Hobot 298, nie było potrzebne. Patrząc krytycznie: w kilku miejscach przydałoby się ręczne przetarcie, ale drzwi tarasowe były umyte, a nie tylko przetarte. Czas pracy na tym oknie: 9 minut i 28 sekund, czyli około 7 minut na metr kwadratowy.


Łazienka: duże lustro, lustro przesuwne i kabina prysznicowa
W łazience sprawdziliśmy trzy powierzchnie o różnym rodzaju brudu: tłuste odciski palców, pasta do zębów i kamień z twardej wody. Każdą powierzchnię robot mył dwa razy, zgodnie z zaleceniem producenta.
Duże, bezramowe lustro o powierzchni 3,33 m² brudzi się najmniej, ale brak ramy to wyzwanie dla czujników. I tu zdarzył się jedyny poważny incydent testu: podczas obracania przy zmianie trybu z mycia lewo-prawo na góra-dół robot wyjechał za daleko poza dolną krawędź i odkleił się od lustra. Był to jednorazowy przypadek z samego początku testu, ale zaufanie do pracy na bezramowych krawędziach nadszarpnął. Sam efekt mycia był bardzo dobry: większość śladów pasty i kamienia zniknęła. Czas pracy: 16 minut i 21 sekund, czyli niecałe 5 minut na metr kwadratowy.
Lustro na drzwiach przesuwnych dochodzi do samej podłogi, więc robot mógłby trzeć obudową o kafelki. Wystarczyło podłożyć dywanik łazienkowy. Tu efekt był najbardziej widoczny z całej łazienki: całe lustro czyste, bez brudniejszego lewego pasa, który po Hobocie 298 trzeba było domywać.
Kabina prysznicowa była nowa, ale przy bardzo twardej wodzie tygodniowy kamień dawał już mocne zabrudzenie. Robot poruszał się po szkle swobodnie, ale nie rozumie konstrukcji kabiny: rączkę traktuje jak krawędź i nie przejedzie na drugą stronę, trzeba go przenieść ręcznie. Duże obszary zostały dobrze przetarte, miejscami zostały krople zaschniętej wody, a wąskiego pasa między krawędzią szyby a rączką robot nie jest w stanie umyć fizycznie. Wniosek: do regularnego utrzymania kabiny w czystości tak, ale ręcznego szorowania kamienia raz na jakiś czas nie zastąpi.
Na koniec szafka w korytarzu z szybą naklejoną na czarny, cofnięty front. Hobot 298 z niej spadał. Hobot 2S utrzymał się na niej przez cały przejazd i ani razu się nie odkleił.



Fronty mebli, szyba piekarnika i test narożników na plamie z kawy
Ponieważ na oknach i lustrach plamy źle wychodzą na zdjęciach, test narożników zrobiliśmy na białym froncie lodówki. Narożnik pomalowaliśmy kawą z mlekiem i zostawiliśmy do wyschnięcia na 24 godziny. Hobot 2S, z wstępnie zwilżoną ścierką, bez problemu manewrował na tej powierzchni i usunął plamę niemal całkowicie, łącznie z samym rogiem. To najlepszy dowód, że pełna ścierka bez ściętych rogów działa; w Hobocie 298 taki narożnik zostałby brudny.
Przy okazji okazało się, że robot równie dobrze radzi sobie z gładkimi, laminowanymi frontami szafek kuchennych, obudową lodówki czy zmywarki. Jedno zastrzeżenie dotyczy czarnych powierzchni: na czarnej, laminowanej ściance oddzielającej korytarz od salonu robot jeździł bez problemu, ale zostawiał po sobie ślady kół. Widać je tylko pod odpowiednim kątem i w odpowiednim świetle.
Szybę piekarnika Hobot 2S też umył: na zdjęciu z testu górna szyba po przejeździe jest wyraźnie czystsza od dolnej, jeszcze nieumytej. Powierzchnia jest jednak mała, robot musi się sporo nakręcić, żeby zmienić kierunek, i gdyby wyjechał poza szybę, mógłby spaść (w teście się to nie zdarzyło). Zwykłą ścierką pójdzie szybciej, ale skoro robot jest już wyjęty, nie ma przeciwwskazań.


Hałas, czas mycia i zasilanie awaryjne
Hobot 2S, tak jak poprzednik, jest głośny i huczy. W zamkniętej łazience dźwięk jest wyraźnie nieprzyjemny. Pomiar aplikacją z odległości około 1 metra dał średnio 62 dB, z minimum 53 dB i szczytem 68 dB. Na papierze to poziom zwykłego odkurzacza, ale charakter dźwięku jest bardziej donośny. Mycia zewnętrznych szyb w nocy albo w niedzielę lepiej unikać, jeśli sąsiedzi są blisko.
Tempo pracy zmierzyliśmy na dwóch powierzchniach: okno tarasowe 1,35 m² zajęło 9 minut 28 sekund, lustro łazienkowe 3,33 m² zajęło 16 minut 21 sekund. Daje to około 7 minut na metr kwadratowy okna i nieco poniżej 5 minut na metr lustra. Im większa i prostsza powierzchnia, bez nietypowych elementów, tym robot pracuje szybciej.
System UPS to wewnętrzny akumulator, który przy zaniku prądu lub wyrwaniu wtyczki ma utrzymać robota na szybie i uruchomić komunikaty ostrzegawcze. Producent deklaruje 20 minut. W teście po wypięciu zasilania Hobot 2S wisiał na oknie 28 minut i 12 sekund, czyli o prawie połowę dłużej, niż obiecuje instrukcja. Przez blisko pół godziny trudno nie zauważyć, że coś jest nie tak. Pełne naładowanie po tym teście zajęło nieco ponad 1,5 godziny.


Czujniki i problemy, które wyszły w teście
Czujniki w porównaniu z Hobotem 298 zostały wyraźnie poprawione. Jedyna słabość ujawnia się przy obracaniu na małych powierzchniach: robot zdaje się najpierw za wszelką cenę zmieniać położenie, a dopiero potem sprawdzać, czy nie wyjeżdża poza krawędź szyby bez ramy. Tak właśnie doszło do odklejenia od lustra łazienkowego. Poza tym jednym przypadkiem przez cały test robot nie odczepił się od żadnej powierzchni, także od szafki, z której 298 spadał.
Lista ograniczeń z testu jest krótka i konkretna: linka zabezpieczająca nie chroni przy oknach tarasowych i parapetowych; na zaparowanej lub wilgotnej szybie robot lekko się ślizga; wiatr rozwiewa spryskiwanie; na czarnym laminacie zostają lekkie ślady kół; kamienia w wąskich miejscach kabiny prysznicowej nie usunie; a hałas wyklucza mycie w porach ciszy. Największa bariera jest jednak w głowie użytkownika: obawa, że drogie urządzenie rozbije się o kafelki. Po kilku przejazdach z asekuracją zaufanie rośnie, choć ten jeden upadek z lustra przypomina, że przy bezramowych powierzchniach warto stać obok.
Konserwacja, pranie ścierek i części zamienne
Instrukcja wymienia trzy czynności po każdym użyciu: wylanie resztek płynu ze zbiorników, oczyszczenie kół gąsienicowych i wypranie ścierek. O czujnikach nie ma ani słowa; laserów wyczyścić się nie da, ale czujnik obok koła warto przetrzeć suchą, czystą szmatką.
Ścierki wystarczy wrzucić do pralki na maksymalnie 40 stopni, bez suszarki. Z testu dodajemy jedną radę: są grube i sztywne, więc lepiej nie ustawiać mocnego wirowania, bo się zaginają, a wyprostować je można dopiero po ponownym zmoczeniu. Przy opróżnianiu zbiorników najlepiej zdjąć gumowe korki i zostawić robota na jakiś czas do góry nogami: kilku kropel nigdy nie da się wylać od razu, a mogą później wyciec, zamoczyć pudełko albo dostać się do silnika.
Czyszczenie gąsienic producent zaleca po każdym użyciu; w teście wygodniej było robić to przed startem. Po odkręceniu nakrętki i wypięciu kabla włącza się zasilanie w pozycję „1”, trzymając robota w rękach albo kładąc go do góry nogami, inaczej odjedzie. Koła zaczynają obracać się na przemian w obie strony i wystarczy przyłożyć do nich czystą, suchą ścierkę.
Producent przewiduje samodzielną wymianę zbiornika na wodę i dyszy ultradźwiękowej, wystarczy mały śrubokręt elektroniczny. W grudniu 2021 roku, tuż po premierze, zapasowych zbiorników do 2S nie było jeszcze w sprzedaży.
Werdykt po teście i status modelu w 2026 roku
Hobot 2S myje okna i lustra lepiej niż Hobot 298: dwa przejazdy zamiast trzech na bardzo brudnym oknie tarasowym, czyste narożniki, czyste lustro przesuwne bez domywania, dwie dysze zamiast jednej. Nie zastąpi porządnego szorowania raz na jakiś czas, zwłaszcza kamienia w kabinie prysznicowej, ale zdejmuje z użytkownika większość regularnej roboty przy szybach, bez drabiny i bez ręcznego pucowania. Zużywa przy tym bardzo mało płynu i wody, a ścierki, ręczniki papierowe i gąbki stają się zbędne.
Wady są trzy: hałas, linka, która nie zabezpiecza tam, gdzie byłaby najbardziej potrzebna, i jedno odklejenie od bezramowego lustra na początku testu. W skali szkolnej ocena z testu to piątka z plusem; bez tego upadku byłaby szóstka. Obsługa jest na tyle prosta, że mycie okien można oddać starszemu dziecku z pilotem w ręku.
Stan na wrzesień 2026: Hobot 2S nadal jest w sprzedaży, w Media Expert kosztuje około 1200 zł, w MediaMarkt nie ma go w ofercie. Dostępne są też części eksploatacyjne do tego modelu: zapasowe ścierki w komplecie po trzy sztuki, przewód zasilający z nakrętką i przedłużacz zasilania.
Najczęstsze pytania
Czy Hobot 2S spada z okna, gdy zabraknie prądu?
W teście po wypięciu wtyczki robot utrzymał się na szybie 28 minut i 12 sekund, choć producent deklaruje 20 minut. Przez ten czas wydaje komunikaty ostrzegawcze. Warunek: akumulator musi być naładowany, dlatego przed pierwszym użyciem trzeba ładować do zielonej diody, a na co dzień robot pracuje podpięty do gniazdka 4-metrowym kablem.
Ile trwa mycie okna Hobotem 2S?
Okno tarasowe o powierzchni 1,35 m² robot umył w 9 minut i 28 sekund, lustro łazienkowe 3,33 m² w 16 minut i 21 sekund. To około 7 minut na metr kwadratowy okna i niecałe 5 minut na metr lustra. Przy bardzo brudnej szybie potrzebne są dwa przejazdy: pierwszy na sucho, drugi ze spryskiwaniem i zwilżoną ścierką.
Czy Hobot 2S umyje kabinę prysznicową i lustro bez ramy?
Lustra bezramowe tak, choć raz w teście robot odkleił się przy obracaniu na dolnej krawędzi, więc warto go asekurować. Kabinę prysznicową myje na dużych płaszczyznach, ale rączkę traktuje jak krawędź i trzeba go przenieść na drugą stronę ręcznie, a kamienia w wąskim pasie przy rączce nie usunie.
Czy Hobot 2S jest głośny?
Tak. Pomiar z około metra dał średnio 62 dB i szczytowo 68 dB, czyli poziom odkurzacza, ale dźwięk jest bardziej huczący i w zamkniętej łazience wyraźnie przeszkadza. Do mycia zewnętrznych szyb wieczorem albo w niedzielę lepiej wybrać inną porę, szczególnie w bloku lub przy bliskich sąsiadach.